środa, 29 sierpnia 2012

S01E00

Przychodzi moment, gdy przestajesz czekać. Nie, nie przestajesz kochać, po prostu uświadamiasz sobie, że nie macie już szans. Nie patrzysz na wyświetlacz telefonu z nadzieją, że zobaczysz tam jego imię, na gadu siedzisz na niewidocznym i nie łudzisz się nawet, że odwiedza choćby Twój profil na fejsie. Wypychasz go ze swojego życia, zaczynasz jakoś funkcjonować bez tego durnego uczucia w środku, że coś może jeszcze nadejść. Przykro mi, nic już się nie wydarzy, on nie wróci, nie odbudujecie niczego na nowo. Możesz spać spokojnie skarbie, już nie błąkasz się w moich snach. Tylko... Dlaczego?

-Annie, powiedz mi czemu mnie tu ściągnęłaś? Przecież mówiłam ci, że mam jeszcze papierkową robotę! Im szybciej zaczne tym szybciej skoń..-zamarłam na wskazany cel przez przyjaciółkę-..czę. 
Drzewa w parku delikatnie uginały się pod ilością sniegu. Starsze panie stąpały delikatie po alejkach, tak aby nie poślizgnąć się na śliskiej nawierzchni. Celem wskazanym przez Ann była para siedząca na ławce, przy nie dzialającej, starej fontannie. Sorry, że tak to określe, ale para dosłownie się pochłaniała. Dziewczyna tak mocno napierała na chłopaka, jakby chciała wlożyć mu język do gardła i wyczyścić wszystkie flaki.. Ale zaraz! to nie była jakas tam lepsza para! To był Thomas! Mój Thonas! A raczej już nie mój. Łzy zaczeły cisnąć mi się do oczu... Jak on mógł? Ruszyłam w ich kierunku..
-Rose! Gdzie ty idziesz!? Zaczekaj na mnie! - słyszałam jak Annie mnie woła.
-Em.. Thomas.. Mozesz mi to jakos wytłumaczyć? - jednym zdaniem sprawiłam, że para odarwała się od siebie..
-Rosemary? Co ty tu robisz? - Tom wygladał na zdziwionego
-Ty na prawde jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? - zakpiłam - Wolny kraj.. Moge chodzic gdzie chce! Więc? Czekam..
-Tomciu? Kto to? - wtracila się dziewczyna
-Tomciu? hahaha Oooo.. jak słodko! Rzygam tęczą... Jestem jego dziewczyną, a raczej byłam jakieś 10 min temu.
-Ty masz dziewczynę!? - momentalnie zeszła z jego kolan
-Wiesz... Gra na dwa fronty raczej się nie sprawdza...-westchnęłam i już chciałm iść, ale poczyłam, że ktoś złapał mnie za rekę. Odwrócilam się i zobaczyłam ta dziewczynę.
-Przepraszam.. Strasznie Cię przepraszam... On mówił, że nie ma dziewczyny.. Gdybym.. Na prawde przepraszam... Oh... Lepiej już pójdę. - i ze łzami w oczach odeszła...
Szkoda było mi tych dwóch lat spędzonych z nim... Gdybym wiedziała, że zostane tak zraniona... Poprawilam szalik, złapałam Annie pod rękę i ruszyłyśmy w stronę domu...


_________________________________
Bum! I oto prolog!
Jutro wieczorem CHYBA będzie rozdział 1, ale to sie zobaczy..
Pisze kompletnie na bierząco...
Pomysł na bloga, too.. taki spontan właściwie..
A teraz żegnam się.. paaa!

2 komentarze:

  1. Spontan, spontan ale fajny :P
    Różni się jakoś od innych i ma to coś... to coś co mnie przyciąga.
    Czekam teraz na następny, na pierwszy rozdział.
    Oby tak dalej moja droga!Oby tak dalej!
    Pozdrawiam, Magda
    http://do-you-think-you-are-doing-well.blogspot.com/
    http://smile-its-easy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram komentarz wyżej, prolog ma w sobie coś, co przyciąga :) Bardzo mi się podoba ;) Już jest ciekawie, a o to niestety trudno w większości opowiadań. I bardzo podobają mi się dwa pierwsze zdania na początku ! :) Nie wiem w sumie czemu, ale tak jakoś no.. :D
    Lecę czytać dalej xx

    OdpowiedzUsuń