niedziela, 2 września 2012

S01E01

-Amy, postaraj się! Wiem, że potrafisz! Cody! Nie ociągaj się! Angie, biegiem! Raz, raz! - moje gardło chyba przyzwyczaiło się do krzyku.. Wczoraj przyjęliśmy trzech rekrutów i są całkiem nie źli, ale troszke leniwi. [...]
Ugh! Annie! Uduszę Cię kiedyś... Tak właśnie zadzwoniła do mnie przyjaciółka, która kończyła zmianę godzinę wcześniej, że zapomniała odebrać ubrań z pralni, a korzystając, że mam po drodze przecież "moge je odebrać".. O i przy okazji oddam mundur do czyszczenia...Nevermind.. O Gosh! Czym prędzej wyszłam z samochodu, wcześniej parkując go na niewielkim parkingu, tuż przy pralni. Wyjęłam z bagarznika pokrowiec z mundurem i popędziłam do budynku. Cóż.. Chdzenie w takich butach nie jest w cale takie proste, jakby się zdawało. Do wejścia miałam jakieś 100 metrów, gdy nagle się z kimś zderzyłam. Tym "kimś" był brunet z aviatorani na nosie. Miał na sobie granatową marynarkę, białą bluzkę w czerwone paski i czerwone rurki podwinięte do kostek. Całość dopełniały białe trampki. No gościu, ma fajną stylówe, że tak się wyraże.
-Przepraszam.. Nia zauwarzyłam cię..-wymamrotałam
-Nie no spoko.. Każdemu się może zdarzyć..-wyszczerzył się, pokazując rządek białych ząbków. Obdarowałam go tym samym - Jestem Louis. - wyciągnął rękę
-Rosemary -uścisnełam jego dłoń - Miło było mi cię poznać, Lou, ale bardzo się spieszę. Pa
-Cześć i - mam nadzieję - do zobaczenia! - odpowiedział i ruszyłam w kierunku tej nieszczęsnej pralni. Odebrałam ciuchy Ann i znów przemierzyłam odleglość do samochodu. Odjechałam, wcześniej wrzucajac ubrania do bagażnika. Dlaczego się śpieszę? Dostałam wiadomość od taty, że ma do mnie ważną sprawę.. A jeśli Paul Higgins mówi, że coś jest ważne, to naprawdę tak jest. Ostatnia jego ważną sprawą był list ze szkoły mundurowej z odpowiedzią na podanie. Wjechałam na podjazd i zgasiłam silnik. Wysiadłam, zabrałam ubrania Annie i weszłam do domu.
-Hej tato! Już jestem! - powiedziałam wchodząc do salonu i odkładając ciuchy przyjaciółki na fotel.
-Jestem w kuchni - odpowiedział mi głos taty. Bez niczego ruszyłam w tamtym kierunku.
tata siedział przy wyspie na wysokim krześle barowym i popijał kawę. Przywitałam się z nim całusem w policzek.
-No to co to za ważna sprawa? - zapytałam wstawiając wodę na kawę dla siebie. Póki co usiadłam obok taty.
-Rzuciłem prace jakieś dwa dni temu - już chciałam przerwać, ale gestem ręki pokazał, abym nie przerywała - i dzisiaj dostałem bardzo ciekawą propozycję.. Zgodziłem się, bo to bardzo luźna praca..
-Co masz na mysli mówiąc "luźna praca"?
-Zostałem menagerem zespołu.. Boysbandu właściwie.. Jeszcze dzisiaj do nich jade, żeby wszystko ustalić.. Jedziesz ze mną? -wstałam i zalałam sobie kawę. Upiłam łyk goracego napoju opierając się tyłkiem o blat.
-Nie tato.. Chcialam troche czasu spędzić z Ann.. Poza pracą nie widujemy się już tak często.. Dostałam wyższy stopień i mam mniej czasu.. Muszę ją jakoś udobruchać.. Może wybierzemy się na jakieś zakupy, ale nie wiem.. sie jeszcze zobaczy..
-Ok. Zbieram się, bo już 15:30. Bawcie się dobrze.. Ja bede wieczorem.Uważaj na siebie, księżniczko.-ucałował mnie w czoło i wyszedł, zabierając jakąc teczke..
Ruszyłam do swojego pokoju. Wybrałam ubrania w jakich podbiję dzisiaj Centrum Handlowe i poszłam do łazienki. Szybko się wykompałam, poprawiłam makijaż i odziałam się. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
Zeszłam po schodach, wcześniej sprawdzając czy wszystko mam, zabrałam ubrania Soph i wyszłam z domu zamykając go. Idąc powoli dotarłam do domu obok. Grzecznie zapukałam, a po chwili otworzyła mi przyjaciółka. Zaprosiła mnie do środka.
-Trzymaj kotku i zbieraj dupcie.. Idziemy się poszwędać!-dałam jej ubrania, a ona migiem poleciała się przebrać z za dużej koszulki, chyba Brian'a i któtkich spodenek. Po nie całych 10 minutach ujrzałam Ann gotową do wyjścia. Wyszłysmy z domu, wsiadłyśmy do jej samochodu i pojechałyśmy do centrum. [...]
Po bitych 2 godzinach łażenia w tą i z powrotem po sklepach udałyśmy się do McDonald's po McFlurry.
Odebrałyśmy zamówienie i poszłyśmy dalej.
-Poczekaj na mnie chwilkę ja skocze po gazetę.- poprosiła Ann.
-Jasne. Będę czekać tam, przy stoliku.- wskazałam i ruszyłam w jej kierunku obładowana torbami.
Siedziałam sobie i jadłam McFlurry od dobrych 10 minut i grałam w Angry birds.. Jak długo można kupywać gazetę? Bożeeee...-westchnęłam.
-Hej, Słońce! Dasz mi swój numer? -ktoś. Oderwałam się od tej znakomitej gry..(czujecie sarkazm? nie? a ja tak!) Spojrzałam na tego gościa, a tam kto? Jakiś chłopak, na pewno młodszy ode mnie, z burzą brązowych loków na głowie, uroczymi dołeczkami i zielonymi oczami. Ubrany w szarą marynarkę, białą bluzkę z dekoltem V i bordowe rurki. Cienki tekst na podryw..
-Cześć, Słońce! Nie. - mruknęłam i posłałam mu buziaka. Słyszałam tylko głośny rechot za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam czwórkę chłopaków. Louis? Ostatni, gdy zobaczył, że ja to ja, od razu przestał się śmiać. A jego mina? Bezcenna. Podeszli do nas.
-Hej, Rosemary-powiedział zmieszany Lou
-Wystarczy Rose i siemka..
-Znacie się- zdziwił się, jak zdążyłam się dowiedzieć, Harry.  O! Akurat wróciła Annie.
-Mary! Zbieraj tyłek! Jedziemy do pracy -westchnęła
-Co? Przecież miałyśmy mieć wolne!
-Rekruci się buntują.. Stwierdzili, że wieczorny trening chcą mieć z Tobą, a jak nie to nie będą ćwiczyć.
-Ja pierdole- mruknęłam- Dobra to idziemy... Sorry chłopaki. Praca wzywa..Ile mamy czasu?-przeprosiłam i zwróciłam się do przyjaciółki
-Niecałe 15 minut.. Ja nie dojadę w tyle na drugi koniec miasta!
-Oddawaj kluczyki, kochanie - uśmiechnęłam się szyderczo, wzięłam kluczyki i poszłyśmy. [...]
W niecałe 10 minut byłyśmy pod bramą wojska. Uśmiechnęłam się i pokazałam przepustkę David'owi, który stał na dyżurce.[...]
Dwu godzinny trening minął dość szybko. Jest ok.19, a u mnie w domu ciemno. Taty jeszcze nie było, więc weszłam i zamknęłam drzwi na zamek. Tata przecież ma klucze. Byłam padnięta. Wykąpałam się ubrałam zwykłe, szare dresy i czarną bokserkę. Włosy spięłam w luźnego koka. Było za wcześnie, żebym poszła spać, bo moja norma to 23-24, więc zrobiłam sobie popcorn, zaopatrzyłam się w pudełko chusteczek i usiadłam przed telewizorem włączając jakąś komedie romantyczną. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

2 komentarze:

  1. Hej... Słuchaj nie jest źle. Mi się tam podoba:P
    Nie jest monotonny, dzieje się coś no i to spotkanie z Lou. Nic strasznego :D
    Tak, też jaram sie nową okładką, jest taaaka fajna :)
    Pozdrawiam, Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry początek moim zdaniem :) xx

    OdpowiedzUsuń