niedziela, 21 października 2012

S01E05


Minęły dwa dni od mojego spotkania z Thomasem.. Jak obiecał - dał mi spokój.
Myhm... Zajebiście.. Zayn, zarówno jak i ja jesteśmy chorzy.. Tak to jest jak sie siedzi na deszczu. Jak na razie jest okey. Kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną, i popcorn - to standard. Nie licząc setek obsmarkanych chusteczek higienicznych i ciągłego kaszlu świetnie spędzamy czas. Jako, że siedzimy przed telewizorem, w moim tymczasowym pokoju, pod jednym, puchatym kocykiem - obżeramy się popcornem i oglądamy "Inna" na MTV. Może to dziwne, ale to Zayn wybierał film! Jego wiedza o tym filmie jest tak wielka, że aż straszna!
-Wybierz Jake'a!-wydarł się mulat zachrypniętym głosem
-Tak, tak.. Powydzieraj sie jeszcze trochę, to już zupełnie stracisz ten swój głosik - skarciłam go - Poza tym, ona i tak wybierze Matty'ego. Pfff.! Nawet ja to wiem!
-Oj, tam! Nie znasz sie! - odstawił herbatę na stolik, zgarnął poduszkę po czym walnął mnie nią.
-Aaa..! To tak sie bawimy? Okeyy..-i tak zaczęła się nasza "walka" na poduchy.
W zasadzie to walką tego nawet nazwać nie można, bo nasze ciała były tak obolałe, że sie nawet porządnie ruszyć nie dało, a podnoszenie się z kanapy powinni mianować nową dyscypliną olimpijską. Nagle mój towarzysz wpadł na pomysł zrobienia twitcam. Jestem teraz niezmiernie wdzięczna Liam'owi, że zadbał o wszystko i rzeczy "niezbędne" nam do przeżycia, zniósł do mojego tymczasowego pokoju. Od razu po dodaniu linka mieliśmy już 85 tysięcy oglądających.. Po włączeniu kamerki od razu zostaliśmy zasypani pytaniami "Dlaczego tak marnie wyglądamy", "Czy jesteśmy parą" No way. I jeszcze różniejsze.. i dziwniejsze.. Po jakichś dwóch godzinach skończyliśmy twitcam, a mój telefon zaczął dzwonić.
-Gdzie. ty. do. cholery. jesteś.!? -syknęła Ann, aż odsunęłam telefon od ucha
-Ummm..
-Wiesz... Czasmi mam ochotę cię objąć...Za szyję... - wymruczała
-Awww..-pisnęłam
-..drutem kolczastym - dokończyła
-Emm.. Już nie takie awww..*le adres* Czekamy na ciebie - spojrzałam na Zayna - a w zasadzie to czekam.
-Co? Dobra do zobaczenia.
-Nom. Pa.

 Nie budząc Malika, opatulona kocem zeszłam na dół i zrobiłam sobie coś do jedzenia. Sparzyłam herbatę i dolałam do niej trochę soku malinowego. Usiadłam przed telewizorem i czekałam na Annie. Po około piętnastu minutach rozbrzmiało się pukanie do drzwi. Zawinęłam sie w kocyk i poszłam otworzyć. W drzwiach stanęła Annie i od razy mnie przytuliła.
-ehrr.. Bo mnie udusisz!- pożaliłam się, gdy przyjaciółka poluźniła uścisk.
-Oj weź sie zamknij.! Jak ty wyglądasz w ogóle!? Przecież ty masz gorączkę! - jakbym o tym nie wiedziała.
Puściłam wszystkie uwagi mimo uszu i pociągnęłam przyjaciółkę do salonu. Rozsiadłyśmy się na kanapie - jak kiedyś - opatuliłyśmy się kocem i gadałyśmy. Streściłam jej wszystko, co do tej pory się wydarzyło. Nie dziwię się, że w cale nie chciała uwierzyć, że znajduje się w domu One Direction, ale jak poszła do mojego pokoju i zobaczyła tam słodko śpiącego Malika - uwierzyła. No cud! Gadałyśmy, gadałyśmy i gadałyśmy.Opowiedziałam Annie o spotkaniu z Thomasem. Była w szoku.
-No ty se chyba jaja robisz!? Od tak powiedział "Wróć do mnie"? No ja zaraz nie wyrobie!-oburzyła sie
-Elo, kotku! Zero bulwersu. Sytuacja opanowana, a ja nie zamierzam do niego wracać! - uspokoiłam ją.
-Ale to jest chore!
-Wiem..-szepnęłam.
Otuliłam się szczelniej kocem, chwyciłam w dłonie kubek i upiłam kilka łyków herbaty malinowej.


I feel so much better
Now that you're gone forever
I tell myself that I don't miss you at all
I'm not lying, denying that I feel so much better now
That you're gone forever


-Tak w ogóle to co w jednostce? - zagadałam.
-Umm.. Wywalili Andrew.. Był zamieszany w narkotyki.. Czy coś tam.. To podobno jakaś większa sprawa.. Teraz przeszukują wszystkich rekrutów, bo kilku chyba od niego kupiło dragi.. A no! Podobno mają nas przenosić!
-Kogo przenosić? - wtrącił nieogarnięty Malik wchodząc do salonu
-Do innego wydziału.. W pracy..- Annie widocznie się zmieszała.
-Tak w ogóle to Zayn jestem - uśmiechnął się i podał jej rękę
-Annie.
-No ej! To moje! - oburzyłam się, kiedy mulat zabrał mi kubek i zaczął sączyć MOJĄ herbatę rozsiadając się w fotelu, tuż obok kanapy.
-Pfff..
-Co ty na mnie pffasz!? Na mnie sie nie pffa!
-Wiesz Mary.. Czasami mi się wydaje, że to ty jesteś młodsza.. Ciekawe dlaczego, nie?-wtrąciła Ann
-No dokładnie - dopowiedziałam i wróciłam do oglądania meczu. Po kilku minutach moje powieki robiły się coraz cięższe, a ja coraz bardziej senna. Odpłynęłam.

wtorek, 2 października 2012

S01E04

Minęły już trzy dni, a ja nadal mieszkam u chłopaków. Codziennie przesiadywałam u taty w szpitalu, ale chłopcy trochę rzadziej. Co jest raczej oczywiste, bo od rana do ok. 13 siedzą w szpitalu, a później jadą do studia i wracają ok.18. Pracują nad nową płytą, czy coś takiego. Nie mam im tego za złe, w żadnym wypadku. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Wracając. Mój były chłopak, Thomas, chce się ze mną spotkać. Nie mam pojęcia w jakim celu, Ale coś musi być na rzeczy. Nie napisał SMS-a, ani nie zadzwonił, tylko wysłał mi list z prośbą o spotkanie. Rozważam przyjęcie tej propozycji, ale jest to dość podejrzane. Jest godzina 17:36, a ja siedzie w kuchni, robię obiad - uwielbiam gotować - i czekam na chłopaków.
Właśnie zaczęłam kroić cebulę, gdy nagle usłyszałam huk dobiegający z korytarza. Z nożem w rece cicho podeszłam do wyjścia z kuchni i niczym zawodowy ninja wyskoczyłam na hol równocześnie zapalając światło. Jak mi ulżyło gdy zobaczyłam przede mną zespół. Liam stał w otwartych drzwiach, a reszta leżała na podłodze. Jeden na drugim. Na samum dole Harry, później Zayn, Louis i Niall.
-O Boże ty krwawisz! I po co ci ten nóż!? - wydarł sie Li i jak zawodowiec przeskoczył przez pozostałą czwórkę podchodząc do mnie. Teraz rzeczywiście zauważyłam, że na mojej lewej dłoni jest mnóstwo krwi.
-Weź daj spokój. Zacięłam sie tylko nożem, a ty takie wielkie halo robisz. - wytłumaczyłam się. Liam zabrał mi nóż i zaprowadził z powrotem do kuchni. Zdezynfekował ranę i zakleił ją fioletowym plasterkiem w marchweki. Rozejrzał się po kuchni.
-Co gotujesz? - zapytał
-Fuck! - krzyknęłam i podbiegłam do kuchenki, gdzie na patelni właśnie przypalała mi się ryba.
-Czy ja usłyszałem 'gotujesz'? -do kuchni wpadł Niall. O jak szybko odzyskał energie.
-Myhm. - mruknęłam. Ogarnęłam sytuację i wróciłam do krojenia cebuli.
Tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam jak cała piątka mi się przygląda.
-No co?
-Wiesz, że nawet Harry, nie potrafi tak kroić? - zapytał Lou
-Nie wiedziałam, ale już wiem. To tylko krojenie cebuli. - powiedziawszy to wróciłam do przekładania ryby w panierce. - Lubicie grejpfruty?
-Nooom! - każdy
-A.. no to spoko.
Po dziesięciu minutach nakładałam każdemu po kawałku karpia.
Zespół cały czas bacznie mi się przyglądał. Trochę to irytujące.
-Tak właściwie to co to jest? - zagadnął Zayn, przyglądając się swojemu jedzeniu.
-Karp w panierce z piwa z czarnym sezamem w sosie grejpfrutowym
-Po cho chi wedziech, cho to est, chak cho est wychmenite - walnął z pełną buzią Niall
-Cieszę, sie że ci smakuje, Niall, ale podejrzewam, że i tak zjadłbyś wszystko. - palnęłam z uśmiechem przygryzając pomidora.
-Nie no, na serio to jest bardzo dobre - stwierdził Liam.
-Dzięki.
-Gotujesz lepiej od Hazzy! - jebnął Lou
-No ej! Louis! Od dzisiaj śpisz SAM! - warknął Styles, na co parsknęłam śmiechem
-Hahahahahahaha, nie.- odpowiedział mu Lou
Po obiedzie pomogłam chłopakom posprzątać, a teraz oglądamy telewizje. Akurat leci maraton "Dr. Hause". Obejrzeliśmy chyba z dwanaście odcinków. Oglądanie przerwał nam mój telefon i rozbrzmiewające coraz głośniej Smells Like Teen Spirit. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam znienawidzone przeze mnie imię. Call "Thom ;/".. Westchnęłam i odebrałam.

-Ja wciąż czekam. Proszę.. Tylko jedno spotkanie. -Thomas nawet nie dał mi dojść do słowa
-Nie odpuścisz, nie? Boże.. Co ja gadam? Wiadome jest to, że nie odpuścisz.
-Proszę, Rosie..
-Nie mów tak na mnie. Nigdy więcej.-warknęłam - Ehh.. Ok. Gdzie i kiedy?
-Może być nawet zaraz. W parku?
-Taaa - mruknęłam - będę za piętnaście minut.
-Do zobaczenia przy naszej ławce.

-Wracam za godzinkę...-oznajmiłam-..chyba.
Chłopcy tylko pokiwali głowami i wrócili do oglądania. Ja narzuciłam na siebie kurtkę, wzięłam torebkę i wyszłam. Po ok. dziesięciu minutach byłam już na skraju parku przy wzgórzu. Przysiadłam na drewnianej, starej ławce, na której deskach było serduszko a w nim inicjały "R+T". Przetarłam dłonią po wyrytym obrazku i prychnęłam. Obróciłam głowę i dostrzegłam postać zbliżającą się w moja stronę. Robiło się coraz ciemniej, ale rozpoznałam ów postać. Jak? Po chodzie. Thomas, od kiedy pamiętam, delikatnie utyka na lewą nogę. Podszedł i przywitał mnie z ogromnym uśmiechem. Przysiadł obok mnie.
-Więc..? O co chodzi? - zaczęłam nie patrząc na niego
-Wróć do mnie..-powiedział prawie niesłyszalnie i złapał moją dłoń
-Słucham? - prawie krzyknęłam
-Wróć do mnie.. Proszę!- powiedział trochę głośniej
-Słyszałam co powiedziałeś! - warknęłam - Jesteś śmieszny,Thomas! Minęło ponad pół roku od naszego zerwania. Minęło ponad pół roku od twojej zdrady. Minęło jebane ponad pół roku i zdążyłam się pozbierać! Myślisz, że łatwo mi było nie płakać całe noce i dnie? Przez bite dwa tygodnie prawie nie wychodziłam z pokoju! Nie jadłam, mój telefon był cały czas wyłączony. Nie chodziłam do pracy. Nie odzywałam się do nikogo, tylko zastanawiałam się czego mi brakuje, że wybrałeś inną! -wylałam s siebie potok słów - Myślisz, że po tym wszystkim od tak do ciebie wrócę? - po raz kolejny prychnęłam, a łzy cisnęły mi się na policzki.
-Rose! Kocham cie! Nie rozumiesz tego? To, że cie zdradziłem było największym błędem mego życia! Tak! Byłem idiota, bo spieprzyłem wszystko! Wszystko, co razem zbudowaliśmy..- moje policzki już dawno były mokre - Dosłownie wszystko.. - wyszeptał i ukrył twarz w dłoniach.
-Thomas.. Jeśli pokochałeś osobę, będąc w związku z inną i masz wybierać..-podniósł na mnie wzrok - oczywiste jest to, że musisz wybrać ta drugą, bo gdybyś naprawdę kochał tą pierwszą, nie zakochał byś się w innej.-powiedziawszy to wstałam z ławki i szybkim krokiem pokierowałam się w nie znanym mi kierunku.
Po półgodzinnym marszu zwolniłam krok. Szłam dalej, ale powoli. Po, chyba, godzinie zorientowałam się, ze nie wiem, gdzie jestem. Zajebiście. W tej części Londynu raczej nigdy nie byłam. Przysiadłam na krawężniku i siedziałam jakieś dziesięć minut, próbując przypomnieć sobie jak szłam. Stwierdziłam, że to nie ma najmniejszego sensu. W pewnej chwili zaczął padać deszcz. Czy dziwne jest to, ze nawet nie ruszyłam się z miejsca? Siedziałam tak godzinę.. Może dwie.. Sama już nie wiem.. Wiem, że płakałam jak idiotka. Dlaczego? Dlatego, że wszystko powróciło. Wszystkie chwile spędzone razem, wszystkie smutki i radości. Emocje, wspomnienia.. Deszcz nie przestawał padać,a nawet zaczęło grzmieć. W chwili słabości wyciągnęłam telefon i wybrałam pierwszy lepszy kontakt. Trafiło na Zayn'a. Po trzech sygnałach odebrał.
-Halo?
-Mógłbyś po mnie przyjechać? - wychlipałam
-Rose? Boże! Co ci jest? Gdzie ty jesteś? - dopytywał
-Nie wiem gdzie jestem. Szłam przed siebie, a później odkryłam, ze sie zgubiłam. - odpowiedziałam drżącym głosem
-Dobra, to inaczej. Rozejrzyj się i powiedz mi co widzisz.-Rozejrzałam się wokół.
-Emm.. Jakiś duży pomnik, małą rzeczkę i mostek.
-Ok. Wiem gdzie to jest. Nigdzie sie nie ruszaj, ja będę za jakieś 5-10 minut.
Po kilku minutach dostrzegłam światła zbliżającego się samochodu. Auto zatrzymało się i wysiadł z niego Zayn. Z prędkością światła zbliżył się do mnie, założył na ramiona swoją bluzę i pomógł wstać.
-Mogę się do ciebie przytulić? - zapytałam nieśmiało, łamiącym się głosem. Mulat nic nie odpowiedział tylko mocno mnie przytulił. Zatopiłam twarz w zagłębieniu jego szyi i zaciągnęłam się jego zapachem... Pachniał ślicznie.. Męsko, a za razem bardzo delikatnie.. Trochę wanilią, którą uwielbiam.. Niemy uśmiech wkradł się na moje usta. Zaśmiałam się w myślach z własnej głupoty. Oderwaliśmy się od siebie i Malik zaprowadził mnie do samochodu pod rękę. Otworzył mi drzwi, a gdy wsiadłam zamknął je i w mgnieniu oka znalazł się obok mnie w samochodzie. Siedziałam i rozmyślałam. Przy okazji ociekając wodą.
Po drodze Zayn o nic nie pytał, ale przez całą drogę kichał i pociągał nosem. Czy to możliwe, żeby tak szybko się przeziębić? Czułam się winna, że go tu ściągnęłam w taką ulewę. Cóż.. jest mi bardzo miło, że podarował mi swoją bluzę, choć sam miał pod spodem tylko koszulkę. Jechaliśmy w ciszy, która krzyżowała się z cichą muzyką lecącą z radia. Oparłam się czołem o szybę.

Another day is gone 
Washed away with sorrows that you dwelled upon 
And as the moon is rising, you think to yourself 
I could be gone, if I go now.*
Wjechaliśmy na podjazd. Niezgrabnie wysiadłam z samochodu i poczekałam na Zayn'a. Z zimna naciągnęłam rękawy bluzy mulata na dłonie. Pod ramie, które zaproponował chłopak, ruszyliśmy do środka. Nie specjalnie zwróciłam uwagę na dziwne miny reszty zespołu. Zayn zaprowadził mnie do pokoju.
-Dziękuje, Zayn - wyszeptałam
-Nie ma za co. - uśmiechną się - Chłopaki o niczym nie wiedzą. Jak będziesz chciała to sama nam powiesz.-puścił mi oczko i wyszedł.
Ja natomiast poszłam się tylko wykąpać i czyściutka wróciłam do pokoju. Przebrałam się w piżamę i ułożyłam w łóżku.. Po chwili zasnęłam.

*Niall*
Okeyy.. To było dziwne.. Po pierwsze: Zayn wybiega z domu "tak jak stał", zupełnie nie przejmując się swoim ubiorem. To meega dziwne. Miał na sobie szare dresy, czarną koszulkę z Guns'ów, bejsbolówkę i nerdy. Jego włosy wyglądały, jakby chwilę przed przeszedł przez nie huragan. Po drugie i więcej niż meega dziwne: Jakieś pół godziny później wraca z Rose, która wyglądała... nie ona w ogóle nie wyglądała. Nie mówie, że jest brzydka czy coś! Co to, to nie, bo co jak co to śliczna to ona jest. Ale czarne smugi na policzkach - podejrzewam rozmazany tusz, jej ubrania - całe przemoczone, a do tego jej oczy. Pomimo że miała spuszczony wzrok były podpuchnięte. Płakała? Może.. Jak będzie chciała to sama nam powie, prawda?

*Rachel Diggs - Hands of time