wtorek, 2 października 2012

S01E04

Minęły już trzy dni, a ja nadal mieszkam u chłopaków. Codziennie przesiadywałam u taty w szpitalu, ale chłopcy trochę rzadziej. Co jest raczej oczywiste, bo od rana do ok. 13 siedzą w szpitalu, a później jadą do studia i wracają ok.18. Pracują nad nową płytą, czy coś takiego. Nie mam im tego za złe, w żadnym wypadku. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Wracając. Mój były chłopak, Thomas, chce się ze mną spotkać. Nie mam pojęcia w jakim celu, Ale coś musi być na rzeczy. Nie napisał SMS-a, ani nie zadzwonił, tylko wysłał mi list z prośbą o spotkanie. Rozważam przyjęcie tej propozycji, ale jest to dość podejrzane. Jest godzina 17:36, a ja siedzie w kuchni, robię obiad - uwielbiam gotować - i czekam na chłopaków.
Właśnie zaczęłam kroić cebulę, gdy nagle usłyszałam huk dobiegający z korytarza. Z nożem w rece cicho podeszłam do wyjścia z kuchni i niczym zawodowy ninja wyskoczyłam na hol równocześnie zapalając światło. Jak mi ulżyło gdy zobaczyłam przede mną zespół. Liam stał w otwartych drzwiach, a reszta leżała na podłodze. Jeden na drugim. Na samum dole Harry, później Zayn, Louis i Niall.
-O Boże ty krwawisz! I po co ci ten nóż!? - wydarł sie Li i jak zawodowiec przeskoczył przez pozostałą czwórkę podchodząc do mnie. Teraz rzeczywiście zauważyłam, że na mojej lewej dłoni jest mnóstwo krwi.
-Weź daj spokój. Zacięłam sie tylko nożem, a ty takie wielkie halo robisz. - wytłumaczyłam się. Liam zabrał mi nóż i zaprowadził z powrotem do kuchni. Zdezynfekował ranę i zakleił ją fioletowym plasterkiem w marchweki. Rozejrzał się po kuchni.
-Co gotujesz? - zapytał
-Fuck! - krzyknęłam i podbiegłam do kuchenki, gdzie na patelni właśnie przypalała mi się ryba.
-Czy ja usłyszałem 'gotujesz'? -do kuchni wpadł Niall. O jak szybko odzyskał energie.
-Myhm. - mruknęłam. Ogarnęłam sytuację i wróciłam do krojenia cebuli.
Tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam jak cała piątka mi się przygląda.
-No co?
-Wiesz, że nawet Harry, nie potrafi tak kroić? - zapytał Lou
-Nie wiedziałam, ale już wiem. To tylko krojenie cebuli. - powiedziawszy to wróciłam do przekładania ryby w panierce. - Lubicie grejpfruty?
-Nooom! - każdy
-A.. no to spoko.
Po dziesięciu minutach nakładałam każdemu po kawałku karpia.
Zespół cały czas bacznie mi się przyglądał. Trochę to irytujące.
-Tak właściwie to co to jest? - zagadnął Zayn, przyglądając się swojemu jedzeniu.
-Karp w panierce z piwa z czarnym sezamem w sosie grejpfrutowym
-Po cho chi wedziech, cho to est, chak cho est wychmenite - walnął z pełną buzią Niall
-Cieszę, sie że ci smakuje, Niall, ale podejrzewam, że i tak zjadłbyś wszystko. - palnęłam z uśmiechem przygryzając pomidora.
-Nie no, na serio to jest bardzo dobre - stwierdził Liam.
-Dzięki.
-Gotujesz lepiej od Hazzy! - jebnął Lou
-No ej! Louis! Od dzisiaj śpisz SAM! - warknął Styles, na co parsknęłam śmiechem
-Hahahahahahaha, nie.- odpowiedział mu Lou
Po obiedzie pomogłam chłopakom posprzątać, a teraz oglądamy telewizje. Akurat leci maraton "Dr. Hause". Obejrzeliśmy chyba z dwanaście odcinków. Oglądanie przerwał nam mój telefon i rozbrzmiewające coraz głośniej Smells Like Teen Spirit. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam znienawidzone przeze mnie imię. Call "Thom ;/".. Westchnęłam i odebrałam.

-Ja wciąż czekam. Proszę.. Tylko jedno spotkanie. -Thomas nawet nie dał mi dojść do słowa
-Nie odpuścisz, nie? Boże.. Co ja gadam? Wiadome jest to, że nie odpuścisz.
-Proszę, Rosie..
-Nie mów tak na mnie. Nigdy więcej.-warknęłam - Ehh.. Ok. Gdzie i kiedy?
-Może być nawet zaraz. W parku?
-Taaa - mruknęłam - będę za piętnaście minut.
-Do zobaczenia przy naszej ławce.

-Wracam za godzinkę...-oznajmiłam-..chyba.
Chłopcy tylko pokiwali głowami i wrócili do oglądania. Ja narzuciłam na siebie kurtkę, wzięłam torebkę i wyszłam. Po ok. dziesięciu minutach byłam już na skraju parku przy wzgórzu. Przysiadłam na drewnianej, starej ławce, na której deskach było serduszko a w nim inicjały "R+T". Przetarłam dłonią po wyrytym obrazku i prychnęłam. Obróciłam głowę i dostrzegłam postać zbliżającą się w moja stronę. Robiło się coraz ciemniej, ale rozpoznałam ów postać. Jak? Po chodzie. Thomas, od kiedy pamiętam, delikatnie utyka na lewą nogę. Podszedł i przywitał mnie z ogromnym uśmiechem. Przysiadł obok mnie.
-Więc..? O co chodzi? - zaczęłam nie patrząc na niego
-Wróć do mnie..-powiedział prawie niesłyszalnie i złapał moją dłoń
-Słucham? - prawie krzyknęłam
-Wróć do mnie.. Proszę!- powiedział trochę głośniej
-Słyszałam co powiedziałeś! - warknęłam - Jesteś śmieszny,Thomas! Minęło ponad pół roku od naszego zerwania. Minęło ponad pół roku od twojej zdrady. Minęło jebane ponad pół roku i zdążyłam się pozbierać! Myślisz, że łatwo mi było nie płakać całe noce i dnie? Przez bite dwa tygodnie prawie nie wychodziłam z pokoju! Nie jadłam, mój telefon był cały czas wyłączony. Nie chodziłam do pracy. Nie odzywałam się do nikogo, tylko zastanawiałam się czego mi brakuje, że wybrałeś inną! -wylałam s siebie potok słów - Myślisz, że po tym wszystkim od tak do ciebie wrócę? - po raz kolejny prychnęłam, a łzy cisnęły mi się na policzki.
-Rose! Kocham cie! Nie rozumiesz tego? To, że cie zdradziłem było największym błędem mego życia! Tak! Byłem idiota, bo spieprzyłem wszystko! Wszystko, co razem zbudowaliśmy..- moje policzki już dawno były mokre - Dosłownie wszystko.. - wyszeptał i ukrył twarz w dłoniach.
-Thomas.. Jeśli pokochałeś osobę, będąc w związku z inną i masz wybierać..-podniósł na mnie wzrok - oczywiste jest to, że musisz wybrać ta drugą, bo gdybyś naprawdę kochał tą pierwszą, nie zakochał byś się w innej.-powiedziawszy to wstałam z ławki i szybkim krokiem pokierowałam się w nie znanym mi kierunku.
Po półgodzinnym marszu zwolniłam krok. Szłam dalej, ale powoli. Po, chyba, godzinie zorientowałam się, ze nie wiem, gdzie jestem. Zajebiście. W tej części Londynu raczej nigdy nie byłam. Przysiadłam na krawężniku i siedziałam jakieś dziesięć minut, próbując przypomnieć sobie jak szłam. Stwierdziłam, że to nie ma najmniejszego sensu. W pewnej chwili zaczął padać deszcz. Czy dziwne jest to, ze nawet nie ruszyłam się z miejsca? Siedziałam tak godzinę.. Może dwie.. Sama już nie wiem.. Wiem, że płakałam jak idiotka. Dlaczego? Dlatego, że wszystko powróciło. Wszystkie chwile spędzone razem, wszystkie smutki i radości. Emocje, wspomnienia.. Deszcz nie przestawał padać,a nawet zaczęło grzmieć. W chwili słabości wyciągnęłam telefon i wybrałam pierwszy lepszy kontakt. Trafiło na Zayn'a. Po trzech sygnałach odebrał.
-Halo?
-Mógłbyś po mnie przyjechać? - wychlipałam
-Rose? Boże! Co ci jest? Gdzie ty jesteś? - dopytywał
-Nie wiem gdzie jestem. Szłam przed siebie, a później odkryłam, ze sie zgubiłam. - odpowiedziałam drżącym głosem
-Dobra, to inaczej. Rozejrzyj się i powiedz mi co widzisz.-Rozejrzałam się wokół.
-Emm.. Jakiś duży pomnik, małą rzeczkę i mostek.
-Ok. Wiem gdzie to jest. Nigdzie sie nie ruszaj, ja będę za jakieś 5-10 minut.
Po kilku minutach dostrzegłam światła zbliżającego się samochodu. Auto zatrzymało się i wysiadł z niego Zayn. Z prędkością światła zbliżył się do mnie, założył na ramiona swoją bluzę i pomógł wstać.
-Mogę się do ciebie przytulić? - zapytałam nieśmiało, łamiącym się głosem. Mulat nic nie odpowiedział tylko mocno mnie przytulił. Zatopiłam twarz w zagłębieniu jego szyi i zaciągnęłam się jego zapachem... Pachniał ślicznie.. Męsko, a za razem bardzo delikatnie.. Trochę wanilią, którą uwielbiam.. Niemy uśmiech wkradł się na moje usta. Zaśmiałam się w myślach z własnej głupoty. Oderwaliśmy się od siebie i Malik zaprowadził mnie do samochodu pod rękę. Otworzył mi drzwi, a gdy wsiadłam zamknął je i w mgnieniu oka znalazł się obok mnie w samochodzie. Siedziałam i rozmyślałam. Przy okazji ociekając wodą.
Po drodze Zayn o nic nie pytał, ale przez całą drogę kichał i pociągał nosem. Czy to możliwe, żeby tak szybko się przeziębić? Czułam się winna, że go tu ściągnęłam w taką ulewę. Cóż.. jest mi bardzo miło, że podarował mi swoją bluzę, choć sam miał pod spodem tylko koszulkę. Jechaliśmy w ciszy, która krzyżowała się z cichą muzyką lecącą z radia. Oparłam się czołem o szybę.

Another day is gone 
Washed away with sorrows that you dwelled upon 
And as the moon is rising, you think to yourself 
I could be gone, if I go now.*
Wjechaliśmy na podjazd. Niezgrabnie wysiadłam z samochodu i poczekałam na Zayn'a. Z zimna naciągnęłam rękawy bluzy mulata na dłonie. Pod ramie, które zaproponował chłopak, ruszyliśmy do środka. Nie specjalnie zwróciłam uwagę na dziwne miny reszty zespołu. Zayn zaprowadził mnie do pokoju.
-Dziękuje, Zayn - wyszeptałam
-Nie ma za co. - uśmiechną się - Chłopaki o niczym nie wiedzą. Jak będziesz chciała to sama nam powiesz.-puścił mi oczko i wyszedł.
Ja natomiast poszłam się tylko wykąpać i czyściutka wróciłam do pokoju. Przebrałam się w piżamę i ułożyłam w łóżku.. Po chwili zasnęłam.

*Niall*
Okeyy.. To było dziwne.. Po pierwsze: Zayn wybiega z domu "tak jak stał", zupełnie nie przejmując się swoim ubiorem. To meega dziwne. Miał na sobie szare dresy, czarną koszulkę z Guns'ów, bejsbolówkę i nerdy. Jego włosy wyglądały, jakby chwilę przed przeszedł przez nie huragan. Po drugie i więcej niż meega dziwne: Jakieś pół godziny później wraca z Rose, która wyglądała... nie ona w ogóle nie wyglądała. Nie mówie, że jest brzydka czy coś! Co to, to nie, bo co jak co to śliczna to ona jest. Ale czarne smugi na policzkach - podejrzewam rozmazany tusz, jej ubrania - całe przemoczone, a do tego jej oczy. Pomimo że miała spuszczony wzrok były podpuchnięte. Płakała? Może.. Jak będzie chciała to sama nam powie, prawda?

*Rachel Diggs - Hands of time

2 komentarze:

  1. Kochana powiem Ci tak.... Blog jest wykurwisty i dodaje go do obserwowanych. Historia bardzo mnie ciekawi.. :D a najbardziej to z kim będzie ROSIE. Ale przypadek :D Moja bohaterka nazywa się Mia Rose :D Dobra i tak o tym wiesz. :D Więc więc.. NO kurde brak mi słów poprostu by to opisać:D IDEOLO CI POWIEM :D KOCHAM CIĘ MÓJ DEBILU I CZEKAM NA KOLEJNY :D <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny rozdział *,* Pomimo tego, że smutny :c No ale cudownie go napisałaś ♥

    OdpowiedzUsuń