środa, 30 stycznia 2013

S01E07

   To było na prawdę okropne. Patrzeć na cierpienie przyjaciela i nie móc nic z tym zrobić. Tak, mogę śmiało powiedzieć, że Zayn jest moim przyjacielem. Czuję, jakby łączyło nas coś więcej. Nie chodzi mi oczywiście o związek. Chodziło raczej o nasze stosunki. Są bardziej płynne, niż moje relacje z pozostałą czwórką. Jasne, że lubię chłopaków, bo ich nie da się nie lubić. Weźmy na przykład takiego Horana. Spojrzy na mnie tymi swoimi, cholernie pięknymi oczętami, a ja już się rozpływam. Mogłabym wymieniać jego zalety fizyczne, ale te psychiczne są ważniejsze. Moim zdaniem, bynajmniej. Potrafi doradzić, pocieszyć i przytulić, jak mało kto, ale przede wszystkim jest bardzo dobrym słuchaczem. Liam jest odpowiedzialny i potrafi ustawić to ZOO do porządku dziennego. Poza tym to tylko jemu udaje się ściągnąć Hazzę z łóżka przed trzynastą. Louis.. No właśnie, nie wiem jak go opisać. Jest najbardziej pociesznym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałam. Bije na głowę nawet Biran'a. Louis jest też na swój sposób uroczy. Zawsze kiedy go widzę, jego włosy wyglądają, jakby dopiero co wstał z łóżka, w jego ślicznych błękitnych oczach goszczą wesołe iskierki, a usta wykrzywiają się w szerokim uśmiechu, ukazując idealnie równe, białe zęby. Jest wiecznym dzieckiem. Nie przejmuje się prasą, dziwnymi plotkami. jest wygadany i jak już coś opowiada, to ze szczegółami, których czasem wolelibyśmy nie znać. A gdy słyszę jego dźwięczny śmiech, czuję taki miły ucisk w podbrzuszu. Mózgu, stop! Kategoryczne, definitywne STOP! Ja nie mogę, oh.. Ja nie mogę się zakochać. Rumienię się i do tego czuję te idiotyczne motylki w brzuchu? Boże.. Zachowuję się jak zakochana nastolatka!
Z westchnieniem uderzyłam się dłonią w czoło, robiąc klasycznego face plama.
-Rosemary? - usłyszałam zachrypnięty głos za sobą. Skarciłam się w duchu i odwróciłam się, napotykając zmęczone brązowe tęczówki. Delikatne światło lampki nocnej oświetlało twarz chłopaka. Ciemne włosy nie były już idealnie ułożone. Teraz sterczały na wszystkie strony, dodając uroku dziewiętnastolatkowi. O czym ja, tak właściwie, myślę!?
-Tak. Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić. Szukałam ładowarki - wymamrotałam, siadając na podłodze przy szafce nocnej. Wyjęłam zgubę i podłączyłam telefon. Spojrzałam na tapetę i widząc dwóch wyszczerzonych debili, uśmiechnęłam się delikatnie. Podniosłam się z zadziwiająco wygodnej podłogi z zamiarem opuszczenia pokoju, gdy poczułam ciepłą dłoń, zaciskającą się na moim nadgarstku. Usadowiłam się na łóżku, tuż obok wpół-leżącego mulata, zakopanego w pościeli.
-Rose.. Czy ja mógłbym.. - złączone z moimi, palce chłopaka zacisnęły się mocniej. Chcąc dodać mu choć odrobiny odwagi, odwzajemniłam gest. Zayn nabrał w płuca i kontynuował - Czy ja mógłbym ją zobaczyć?
Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja nadal nie odpowiadałam. Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Ciemne oczy wpatrywały się we mnie z nadzieją - jak i ze strachem. Ponownie otworzyłam usta i tym razem udało mi się wysłowić.
-Zejdź na dół i daj mi pięć minut, dobrze?
-Jasne - chłopak uśmiechnął się smutno i wygramolił z mojej błękitnej pościeli. Odwrócił się jeszcze raz przy drzwiach, a po chwili zniknął w korytarzu.
Słysząc, jak deszcz dudni o parapet chwyciłam z fotela czarną, skórzaną kurtkę i zeszłam na dół. Wraz z Zaynem wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu.
Choć jechaliśmy już dobre piętnaście minut, wydawało mi się, że tak naprawdę stoimy w miejscu. W końcu zaparkowałam samochód na parkingu komisariatu. Udaliśmy się do budynku w zupełnej ciszy, co jakiś czas stykając się ramionami.
Zeszliśmy do podziemi i szliśmy ciemnym korytarzem. Widząc zdziwione, a za razem zaspane spojrzenie mężczyzny siedzącego przy biurku, kiwnęłam głową na znak "Jest OK. Śpij dalej" i razem z Malikiem weszliśmy do pomieszczenia na końcu korytarza. Ugh... Z całego serca nienawidziłam tego miejsca. Te ściany nie raz słyszały okropne historie pełne nienawiści, bólu, cierpienia.
Zayn był zdruzgotany. No w sumie nie dziwię się - ja też bym była, widząc miłość swojego życia martwą. Dlatego też, nie zdziwiłam się za bardzo, gdy mulat poprosił mnie o odwiezienie go na lotnisko dzisiejszej nocy. W cale nie byłam zdziwiona jego zachcianką.
Kiedy jechaliśmy na lotnisko około trzeciej nad ranem, Zayn usnął. Obudziłam go, kiedy byliśmy na miejscu. Mój towarzysz szedł ze mną ramię w ramię w zupełnej ciszy. Tylko, że tym razem cisza nie była niezręczna. Była przesiąknięta cierpieniem. Zayn usiadł na krzesełkach pod oknem, podczas gdy ja stałam w kolejce po bilet. Uradowana wydostałam się od okienka, przy którym siedziała bardzo niemiła pracownica lotniska. Choć "bardzo niemiła" to nadzwyczaj łagodne określenie. To, że jest śpiąca, nie oznacza, że musi się wyżywać na nic niewinnych ludziach. Rozsiadłam się wygodnie, o ile tak to można ująć, na plastikowym krzesełku obok Malika. Po chwili w głośnikach rozbrzmiał komunikat, w którym proszono, aby pasażerowie lotu B2754 udali się na pokład samolotu. Zayn sprawdził na bilecie numer lotu, a gdy wyczytał taki sam numer jaki podała pracownica lotniska - pożegnał się ze mną krótkim uściskiem i wymuszonym uśmiechem. Opuściłam budynek i ruszyłam do domu. Padłam zmęczona na łóżko, a po niespełna minucie już spałam.
Obudził mnie deszcz dudniący o parapet. Podniosłam się na łokciach i sprawdziłam godzinę. Dziewiąta czternaście. Zarzuciłam na siebie bluzę Briana i zeszłam na dół. Stanęłam przy kuchennym blacie nastawiając wodę na kawę. Oparłam się o blat i wlepiłam wzrok w deszcz padający za oknem. W domu panowała zupełna cisza.
-Oh - czyjeś ciche westchnienie sprawiło, że podskoczyłam wystraszona. Natychmiast odwróciłam się, napotykając rozmarzone, niebieskie tęczówki. Czy mi się wydaje, czy Louis O Mój Boże Jaki On Jest Zajebisty Tomlinson właśnie mnie "obczajał"!? Zrobiłam dziwną minę i przekrzywiłam delikatnie głowę w prawą stronę, Louis zmierzył mnie wzrokiem. On serio nie zdaje sobie sprawy z tego, że widzę jak się na mnie gapi!? Spojrzałam w dół na moje stopy i to był błąd. Ale w sumie nie. Ogromnym błędem było schodzenie do kuchni, w samej bieliźnie i bluzie kolegi, która sięgała zaledwie do połowy mojego tyłka. Oh, nie, so sorry, ale jestem u siebie! Poczułam krew napływającą mi do policzków, gdy przypomniałam sobie, że Tomlinson oglądał moją dupę w czerwonych, koronkowych bokserkach. Ugh.. Westchnęłam cicho i odwróciłam się z powrotem zalewając wrzątkiem granulki kawy rozpuszczalnej. Dosypałam łyżeczkę brązowego cukru i czym prędzej ulotniłam się z kuchni, migiem przebiegając do salonu. Oh, mówcie mi mistrzu. Dlaczego nie przewidziałam, że skoro Lou krząta się po domu, to musi być i reszta? Wczorajszego wieczora oczywiście 4/5 zespołu opuściło dom. Z wyjątkiem Zayna, którego położyłam w swoim łóżku. Nie protestował za bardzo; był zmęczony. W takim razie dlaczego nieskompletowany zespół przebywa w domu? To trochę egoistyczne, to prawda. No, ale sorry! Żeby tak dzień w dzień nachodzić niewinnych ludzi?
-Jak to Hazza 'utopił mieszkanie'!? - wrzasnął mój tata, dźwigając się z fotela.
-Paul, proszę usiądź - odezwał się Liam.- No normal.. - nie dane było mu dokończyć, bo dzięki Niallowi dostał poduszką prosto w twarz.
-Ten kretyn se wziął i se poszedł spać. Nie zakręcił wody, a woda kap-kap i mieszkanie zalane po kolana - odezwał się blondyn, przeżuwając kanapkę.
-Ten kretyn siedzi obok ciebie, lamusie! - spojrzałam na Harry'ego i myślałam, że padnę i nie wstanę. Otóż siedział naburmuszony, z założonymi rękoma w rogu kanapy. Z wydętymi wargami wyglądał, jak obrażony pięciolatek, któremu ktoś zabrał cukierka.
-Boże, nie wierzę, ze to mówię, ale witajcie w domu - westchnął tata, zakrywając twarz dłońmi. Po chwili jednak odkrył twarz i zauważył, że stoję w progu salonu, opierając się o framugę. - Hej słoneczko, poznaj nowych współlokatorów. - Odzywając się do mnie, zwrócił uwagę trzech pozostałych chłopaków w salonie. Poczułam wzrok trzech par oczu na sobie i skarciłam się za to, że od razy nie udałam się do swojego pokoju. Chwila. O mój słodki Jezu! Ja mam z nimi mieszkać!? Przecież ja tu wykituje! - Widziałaś może Louisa?
-Yyyy.. co?
-No sie pytam, czy Lou widziałaś? Nie wyspałaś się? - spojrzał na mnie z troską.
-Nie, tato. Wszystko jest okey. Louis siedzi w kuchni. - wyjąkałam skrępowana. - Tato, nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli dziś na noc przyjdzie Annie?
-Jasne, że nie. Powiedz jej, żeby przyszła na obiad! - odpowiedział. Spojrzałam na niego krzywo.
-Ty nie umiesz gotować - skarciłam go, przypominając sobie, jak kiedyś przypalił wodę na herbatę. Uśmiechnęłam się, na samo wspomnienie paniki na twarzy ojca.
-I co z tego? Ty umiesz.
-Przepraszam bardzo, że się wtrącam, ale ja bym mógł coś ugotować - odezwał się cicho Harry. Spojrzałam się na niego trochę dziwnie, co nie uszło uwadze Payne'a.
-Hazza ma swoje wady, jest zboczony, wulgarny, nie zachowuje się odpowiednio do swojego wieku, gdzie tylko pójdzie zostawia bałagan...- zaczął wymieniać Liam.
-Dzięki Li, jesteś bardzo miły - Styles uśmiechnął się ironicznie do przyjaciela. Jednak tamten kontynuował swój monolog.
-...ma swoje dziwne zachcianki, przyzwyczajenia, jak na przykład chodzenie nago, ale co jak co, ale gotować to on potrafi - zakończył swoją wypowiedź, posyłając mi nieziemski uśmiech. Przystanęłam na propozycję Harry'ego i z kubkiem chłodnej już kawy ruszyłam po schodach. Zaciągnęłam bluzę bardziej na tyłek, czując czyjś wzrok na sobie. I nie. To z pewnością nie byli chłopcy z salonu. Wchodząc do pokoju odstawiłam kubek na półeczkę i chwytając telefon, napisałam Annie SMS-a z zaproszeniem na obiad. Nie czekając na odpowiedź, udałam się do łazienki. Wykąpałam się, wtarłam w ciało waniliowy balsam i owinięta ręcznikiem, weszłam do pokoju. Wzięłam łyka zimnej już kawy i podeszłam do półki po telefon. Odblokowałam go i spojrzałam na ekren. 1 nowa wiadomość.
Kliknęłam 'Odczytaj' i momentalnie posmutniałam.
From: Annie
Przepraszam Rose, ale nie moge dzisiaj przyjść. Przyjechała babcia i jak na złość mama mi karze zostać na kolacji -.- Ugh! Odrobimy to kiedyś, prawda? Ucałuj tate. Love ya, Ann. xx
Odpisałam krótkie "Nie ma sprawy. Pozdrów babcie." i podeszłam do dużej szafy. Ściągnęłam z niej pudło i przetarłam ręką. Kurz uniósł się, na co ja od razu kichnęłam.
-Na zdrowie! - odpowiedział mi czyjś głos.
Podskoczyłam przerażona. Przecież byłam sama. Rozejrzałam się dokładniej i zobaczyłam czerwony materiał wystający spod łóżka. Odłożyłam pudło na biurko i schyliłam się pod łóżko.
-Wyjazd z mojego pokoju, Tomlinson! - krzyknęłam wyciągając go za nogi. Zatrzasnęłam za nim drzwi i znów stanęłam przy szafie. Zaczęłam wertować ubrania na wieszakach, a i tak nic nie znalazłam.
-To nie, to nie, to też nie. O może to? Yyy.. jednak nie, hej Harry, to też nie - chwila, wróć! Hej Harry? Przeciągnęłam z powrotem wieszaki i zobaczyłam chichrającego się Stylesa. Wiele się nie pomyliłam twierdząc, że nie wytrzymam tu z nimi. Westchnęłam ciężko, łapiąc loczka za koszulkę. Ten podniósł się z podłogi szafy, ale nadal głupkowato rechotał. Nie planując nic szczególnego, po prostu wykopałam go za drzwi. Wzięłam czystą bieliznę z szuflady, brązowe legginsy, białą bokserkę z napisem "I ♥ Jean !" i udałam się do łazienki. Ubrałam się i związałam podsuszone włosy. Usiadłam na łóżku, układając przed sobą  pudło. Odkryłam wieko i uśmiechnęłam się. Po kolei wyciągałam zdjęcia z kartonu, który krył najwspanialsze trzy lata mojego życia. Uśmiechałam się jak nie normalna. Nie byłam pewna, czy dobrze robię, przeglądając te zdjęcia. Przez nie tęsknota wypełniła każdy skrawek mojego pokoju. Ale... Mam prawo tęsknić. Właśnie z tego prawa korzystam. Wtem rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę - uniosłam trochę głos, alby osoba, stojąca za drzwiami mnie usłyszała. Białe drzwi uchyliły się, a zza nich wyłoniła się blond czuprynka.
-Hej, Rose! Nie chce ci przeszkadzać...- urwał widząc zdjęcia rozsypane na łóżku, ale po chwili wziął oddech i kontynuował. - Przyszedł jakiś chłopak i kazał ci to przekazać - dokończył, a ja dopiero teraz zauważyłam pudrowo-różową kopertę, którą trzymał w dłoni.
Szybko wstałam, ale gdy pojawiły mi sie mroczki przed oczami - usiadłam z powrotem. Niall podszedł bliżej, pytając czy wszystko dobrze.
-Tak, nie martw się. Po prostu za szybko wstałam - uśmiechnęłam się do niego ciepło.
Chłopak przekazał mi kopertę, a ja odczytałam swoje imię, napisane delikatnie pochyłym pismem. Blondyn stwierdził, że nie będzie mi już zabierał czasu, odezwał się jeszcze przy drzwiach.
-Bardzo ładna sukienka, Rose - powiedziawszy to, wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Zdezorientowana spojrzałam na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał blondynek. No nic - pomyślałam i wróciłam do oglądania zdjęć. Dopiero teraz zauważyłam fioletowy skrawek materiały wystający z kartonu. Wyciągnęłam ów materiał, pozwalając zdjęciom rozsypać się po powierzchni łóżka. Wyprostowałam ręce przed sobą podziwiając śliczną liliową sukienkę. Mimowolnie się uśmiechnęłam, na wspomnienie balu, na którym byłam z Thomasem. Sukienka należała do mamy. Ona też była w niej na balu.

-Chyba oszalałeś, że ja tam pójdę!? - krzyknęłam do bruneta.
-Nie. Na prawdę chcę, żebyś poszła ze mną na ten bal - wyjaśnił krótko.
Z westchnieniem oparłam się o ścianę, do której przylegało łóżko chłopaka. Zaczęłam rozmyślać i rozważać wszystkie "za" i "przeciw". Ale przecież to może być dobra zabawa, prawda? Podniosłam się z miękkiego materaca i zbliżyłam do chłopaka, patrzącego w okno. Przylgnęłam do jego pleców, obejmując go, stanęłam na palcach i złożyłam delikatny pocałunek na karku bruneta.
-Zgoda - uległam.
Chłopak momentalnie się odwrócił, porwał w ramiona, uniósł i obkręcił dookoła. Zaśmiałam się dźwięcznie, a brunet postawił mnie na zimnych panelach i ucałował w czoło, szepcząc ciche "dziękuje".**

Przypomniałam sobie o kopercie i szybko odnalazłam ją w bałaganie. Rozerwałam delikatnie i wyciągnęłam kartkę złożoną na cztery części. Odgięłam je i zaczęłam uważnie studiować tekst.

Droga Rosemary,
Och, Boże, od czego tu zacząć? Może zacznę od początku. Pamiętasz jak półtora roku temu byliśmy w stadninie? Mam skrytą nadzieję, że pamiętasz.. No teraz to już nie taką skrytą, ale mam. Byliśmy wtedy na wycieczce. Jechaliśmy przez łąkę, później byliśmy nad jeziorkiem. Usiedliśmy pod wierzbą i nic nie mówiliśmy. Obejmowałem cie i miałem wrażenie, że trzymam w ramionach cały mój świat. I to było wspaniałe uczucie. Mieć cie tak blisko. To była nasza druga rocznica. I gdy wracaliśmy jeden z koni się spłoszył. Spadłem, a ty panikowałaś. A później byłem w szpitalu. I dowiedziałem się, ze jestem chory. Umieram. Mam guza mózgu. Dlaczego ci nie powiedziałem? Nie chciałem cię martwić. Moje najlepsze wspomnienie? To było wtedy, kiedy spałaś u mnie. Wstałaś wcześniej niż ja, bo kiedy wszedłem do kuchni, siedziałaś już z kawą w ręku, miałaś lekko mokre włosy, gdzie nie gdzie kropelki wody wsiąkały w moją koszulkę, którą miałaś na sobie. Jak tak na ciebie patrzyłem, po prawie nieprzespanej nocy, bez makijażu, z wilgotnymi włosami, widziałem najpiękniejszą dziewczynę, jaką znałem. Nadal jesteś taka, prawie idealna, z niesamowitym spojrzeniem i dźwięcznym śmiechem. Podobno pewne dźwięki przyspieszają bicie serca. W moim przypadku takim dźwiękiem był twój śmiech. Kiedy będziesz to czytać, ja będę już w drodze na lotnisko. Wyjeżdżam do LA, do kliniki. Zostało mi nie wiele czasu, Rose. Ten list, jest takim jakby pożegnaniem. Jestem pewny, że już cię nigdy nie zobaczę. Nie zdążę. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się tam, na górze. Byle nie za szybko. Chciałbym, abyś była szczęśliwa. Lekarze mówią, że mam być dobrej myśli, ale ja im nie wierze. Z tego co wiem i z tego czego dowiedziałem się na studiach, guza mózgu z stadium zaawansowanym, nie da się od tak wyleczyć. To po prostu nie możliwe. Wiem, że spieprzyłem. Gdybym cie nie zdradził w tedy, w parku, wszystko mogłoby być jak dawniej. Nie mogę przestać myśleć o tym, że już nigdy nie będziesz moja. Przy każdym mrugnięciu widzę Twoją twarz.
Przy każdym oddechu czuję Twój zapach.
Przy każdym geście, czuję się tak, jakbym łapał Cię za rękę.
Czy to miłość? Czy to uzależnienie? 
Ja tak nie chcę... To boli. Tak cholernie. 

Zawsze będę cie kochał.
Twój Thomas. xx

Ps. Płacz i żal, który trzymamy w sobie, którego nie chcemy pokazywać, któregoś dnia wybuchnie zabijając nas od środka.


Przeczytałam list jeszcze raz, aby upewnić się czy dobrze zrozumiałam. Prześledziłam tekst pięć razy. Siedem. Dwanaście. Dwadzieścia.

Płacz i żal, który trzymamy w sobie, którego nie chcemy pokazywać, któregoś dnia wybuchnie zabijając nas od środka. Słowa odbijały się echem w mojej głowie i, za nic w świecie, nie chciały jej opuścić. Wzięłam kopertę do ręki i zobaczyłam czy coś w niej jeszcze jest. Widząc coś ciemnego w środku, włożyłam rękę do koperty wyciągając z niej sznureczek z zawieszką. Przyjrzała się dokładniej. To nie był zwykły sznureczek. Brązowy rzemyk z zębem rekina i jednym nieśmiertelnikiem. Jeden nieśmiertelnik jest, ale gdzie drugi. Obejrzałam dokładniej blaszane cudeńko i ujrzałam napis.
 Niech przypomina ci same dobre chwile. T.
Zawiesiłam rzemyk na szyi i podeszłam do lustra. Z uśmiechem pogładziłam nieśmiertelnik, tylko po to by pozwolić kolejnym łzom spływać po policzkach.  Wygrzebałam z dna szafy nie wielką paczuszkę i wyszłam na balkon. Udzielaj ojcu kazań związanych z niepaleniem. Sama rób wbrew zasadom.











**- dłuższe wątki napisane kursywą, to wspomnienia bohaterki.
Zdjęcia powyżej przedstawiają, moją dziwną wyobraźnię i to, jak JA wyobrażam sobie zdjęcia z pudełka Rosemary.



~*~
Witam! Zgodnie z obietnicą na TT dokończyłam rozdział! Klękajcie narody! Rozdział miał pojawić się wcześniej, ale jakoś nie mogłam się zabrać, by go dokończyć. Postaram się, aby następny był szybciej. Jestem zła na siebie i swoje lenistwo!
Dobra koniec.. Mam nadzieję, że się podobał.Za to, ze tak długo nie dodawałam, dałam wam w bonusie list. chciałam go napisać w przyszłym odcinku, ale chociaż tak waz udobrucham.
Jestem strasznie dumna z naszych chłopców i nagrody, którą zdobyli we Francji. Jestem również oburzona faktem, iż nasz <bynajmniej mój> kochany rudzielec został nominowany w kategorii "Najgorszy artysta", czy coś takiego. Nie pamiętam, jak dokładnie nazywała się tak kategoria, ale stwierdzam, że znajdę tego, który tak chujowo nominuje! Ugh! Ed Sheeran to najwspanialszy solowy wokalista jakiego kiedykolwiek słyszałam! Ale oczywiście PSY wygrało! W czterech słowach? BRAK. MI. KURWA. SŁÓW. Zdjęcia powyżej przedstawiają, moją dziwną wyobraźnię i to, jak JA wyobrażam sobie zdjęcia z pudełka Rosemary.
Rozdział dedykuję Oldze, która pisze fantastycznie! Też bym tak chciała.
Chciałabym też polecić wam bloga Ivy.. Ahh kocham go! KLIK

2 komentarze:

  1. Dopiero dzisiaj miałam czas żeby przeczytać i muszę powiedzieć,że... bardzo mi się podoba! :)
    Świetnie piszesz! Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
    Biedny Zayn.. Mam nadzieję,że szybko wróci! :)

    Zapraszam do mnie:
    look-at-me-like-that.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Heeeeeej :D
    Obiecywałam i się pojawiłam, yaay ^.^
    Wciągająca historia i bardzo mi się podoba. Widać zmianę, odkąd Rose została przeniesiona, ale jest spoko. Totalnie mnie zaskoczyło, że tą zabitą dziewczyną była Pezz. Masakra. Ale jest doooooobrze :D
    Jedna rada: przywiązuj większą wagę do gramatyki, bo zdarzają ci się błędy. A bez błędów płynniej się czyta ;)
    But no matter what - będę wpadać częściej ;D
    I oczywiście dziękuję za polecenie mojego blogaa (jeśli nie zapomnę, odwdzięczę się tym samym pod kolejnym rozdziałem u mnie) <3
    Nie mogę doczekać się nexta *.*

    Cheers xxx

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń