sobota, 23 marca 2013

S01E08

Musisz mi pomóc, bo od
tygodnia pada deszcz
i życie powoli mi się rozmywa.

Musisz mi pomóc
dziś, teraz, już,
bo jutro może być za późno.

Skoro miłość to wręczenie komuś broni wycelowanej we własne serce i nadzieja, że nigdy nie pociągnie za spust, to dlaczego ja sama użyłam tego przeciwko sobie? Schowam się pod zasłoną łez. Nie znajdą mnie. Proszę, nie chcę, żeby mnie znaleźli. Dawne uczucia powróciły. Dlaczego? Mam w głowie nadmiar myśli, których nie umiem uporządkować w żaden sposób. Wkurzają mnie, bo nie dają mi spać, bo nie pozwalają się skupić, bo nie dają mi nawet minuty spokoju. Ciche westchnienie wydobyło się z moich ust. Lubię jesień. Lubię patrzeć, jak liście spadają z drzew sygnalizując, że coś się kończy. Po za tym lubię deszcz - kiedy pada, mogę sobie spokojnie płakać, wiedząc, że nikt nie zapyta dlaczego. Siedząc na mokrej ławce w parku, przemoczona do suchej nitki, czułam się dobrze. Mimo podłego humoru, czułam, że wraz ze łzami wypływają ze mnie zbędne emocje, z którymi w ogóle sobie nie radzę. Drżącymi rękami chwyciłam małą rzecz, odpalając mój mały, prywatny kawałek nieba. Dym nikotynowy po raz kolejny przedarł się przez moje płuca, sprawiając, że po mojej twarzy przebiegł nikły uśmiech. Znudzona, wstałam z ławki i ruszyłam pustą alejką parku.

Deszcz ustał, ale w powietrze nadal pachniało wilgocią. Weszłam cicho do domu, rzucając klucze na półeczkę pod lustrem. W całym domu było cicho. Za cicho. Mimo, że nie miałam ochoty nikogo widzieć krzyknęłam: - Tato!?
Odpowiedziała mi głucha cisza, więc zdjęłam skórzaną kurtkę i trzęsąc się z zimna, ruszyłam do kuchni. Była, pusta, ale na lodówce była przyczepiona niebieska karteczka. Zdjęłam ją i przeczytałam wiadomość.

Córeczko, jak pewnie zauważyłaś - nie ma nas w domu. Udało nam się skontaktować z Zaynem. Poprosił o tydzień wolnego. Musi się jakoś uporać z zaistniałą sytuacją. Niall pojechał do Irlandii; do domu, Liam do NY do Danielle, Lou gdzieś wybył i Hazza też. Kiedy będziesz to czytać ja będę już w drodze do Liverpoolu. Babcia się trochę rozchorowała.Dwoniłem, ale nie odwierałaś. Jeśli będzie się coś działo - dzwoń. Wracam niedługo. Kocham cie, tata. xx

Wydałam z siebie cichy pomruk niezadowolenia, zgniotłam karteczkę i wyrzuciłam ją do kosza. Rozejrzałam się i westchnęłam cicho. Ruszyłam schodami na górę, w międzyczasie włączając telefon i wysyłając krótką wiadomość tekstową.

"S.O.S."

Kiedy przekroczyłam próg mojej sypialni, telefon zawibrował. Odblokowałam go wpisując kod składający się z czterech cyfr i odczytałam wiadomość.

"20 minut."

Weszłam do łazienki, zakręciłam odpływ w wannie i odkręciłam kurki z wodą. Kiedy woda napełniała wannę, ja zmyłam resztki makijażu, zdjęłam ubrania. Pozostając w czarnej bieliźnie, stanęłam przed lustrem. Nie zobaczyłam nic ciekawego. Zwyczajna brunetka z niebieskimi oczami, do tego bez imponującego wzrostu, tu i ówdzie za dużo, a tam za mało. Blada twarz, zaczerwienione, w ostatnim czasie lekko zapadnięte policzki. Pozbyłam się resztek garderoby i weszłam do wanny wypełnionej gorącą wodą. Zanurzyłam się po samą szyję, tylko po to by po chwili zacząć stopniowo zanurzać głowę po sam jej czubek. Ze wstrzymanym oddechem i otwartymi szeroko oczami, leżałam pod przejrzystą wodą, rozkoszując się chwilą spokoju.
Kiedy zeszłam do salonu, ubrana w szeroką bluzę i czarne legginsy, na średniej wielkości stoliku stała miska z popcornem i dwa kubki z parującym napojem.
-Hej, szkrabie - usłyszałam za sobą i momentalnie się odwróciłam. Uśmiech, który przebiegł po mojej twarzy, zniknął tak szybko, jak się pojawił. Przytuliłam się do chłopaka, wcześniej całując jego zaczerwieniony policzek. - Co jest?
Moje oczy zaczęły piec. Znowu. Oderwałam się od chłopaka i spojrzałam w jego błyszczące oczy. - On umiera - wyszeptałam cicho i znów schowałam się w ramionach pełnych ciepła. Męskie ręce owinęły się wokół mojej talii, gdy chłopak delikatnie schylił się. Był wyższy ode mnie i to sporo. Z resztą każdy (z mojego otoczenia) jest ode mnie wyższy, przy moim metr sześćdziesiąt dwa. Po chwili poczułam jak się unoszę. Brunet przeniósł nas na kanapę, usiadł wygodnie i posadził mnie na swoich kolanach. Podał mi jeden z kubków, w których jak się okazało, była herbata malinowa.
Siedziałam oparta policzkiem o pierś chłopaka, który trzymał mnie tak, jakby chciał uchronić mnie przed całym złem świata, wsłuchując się w bicie jego serca. Czułam jego miarowy oddech na czubku mojej głowy. Wiedziałam, że miał milion pytań. Każdy by miał. Kiedy byłam w stanie mówić, streściłam mu, uh, wszystko. Zaczynając od mojego ostatniego spotkania z Thomasem, poprzez mętlik w głowie i dziwne, mieszane uczucia, przez bardzo, ale to bardzo dziwną sympatię do Louisa, list od mojego byłego chłopaka, kończąc na nieszczęsnym popalaniu wyrobów nikotynowych. Mniej, więcej w połowie mojego monologu Brian stwierdził, że moje wyznanie nie będzie czymś łatwym do przetrawienia, dlatego też przerwał mi, wychylając się za kanapę. Przytrzymał mnie, żebym nie spadła i wyjął zza oparcia butelkę czerwonego wina. Nie kłopotał się z zachowaniem kultury i nie sięgnął po kieliszki, czy coś podobnego - po prostu upił kilka łyków i podał mi butelkę. Zrobiłam to samo, co on i  po chwili poczułam przyjemne ciepło i to, jak alkohol rozlewa się w moim żołądku. Uśmiechnęłam się lekko i sięgnęłam po pilota. Nie potrzebna nam była długa rozmowa - ważne żebyśmy mieli siebie obok.

*Louis*
Ciężkie westchnienie wydobyło się z moich ust, kiedy przekraczałem bramę podwórka naszego tymczasowego domu.
-Loueh, kupisz mi kotka? - usłyszałem cichy głos. Bardzo zachrypnięty od sporej dawki alkoholu. Spojrzałem na kompletnie pijanego przyjaciela i westchnąłem po raz kolejny.
Mruknąłem tylko ciche 'myhm' i razem z Harrym weszliśmy do domu. A właściwie: ja wszedłem, on się wtoczył. Zdjąłem buty i włożyłem wielkie, puchate kapcie w kształcie królików. Odwiesiłem bordową bluzę na wieszak i posadziłem Stylesa na schodach. Przykucnąłem, by odwiązać jego białe trampki i odłożyłem je tam gdzie zostawiłem swoje. Moją uwagę przykuły czarno-czerwone Air - maxy. Nie należały do żadnego z nas, a tym bardziej nie do Rosemary. Wzruszyłem ramionami i zacząłem wspinać się po schodach, ciągnąc za sobą Harry'ego. Rzuciłem go na łóżko w jego pokoju, przykryłem kołdrą i wyszedłem. Jak mu będzie nie wygodnie, to sobie wstanie w nocy i się rozbierze. Wróciłem na dół i skierowałem się do kuchni. Wyciągnąłem z lodówki marchewkę i odgryzłem kawałek. Ciekawe, które godzina? Rozejrzałem się w poszukiwaniu zegarka. Bingo! Dwadzieścia cztery minuty po północy. Biorąc kolejnego gryza marchewki, wszedłem do salonu i momentalnie zacząłem się krztusić. Dlaczego Rosemary leżała pół-naga? I dlaczego obok niej leżał pół-nagi chłopak!? "Kim on w ogóle jest!? No, ja przepraszam bardzo, ale jak on śmie skradać miłość mojego życia!? Ona jest moja!", pomyślałem. W sumie to Rose nie jest moja. Najprawdopodobniej jest JEGO, tego dziwnego chłopaczka z idealnym kaloryferem ba brzuchu i ładną buźką.
-Ugh, nie wierzę, że stwierdziłem, że masz ładną buźkę - spojrzałem z pogardą na śpiącego chłopaka.
Wcześniej wymieniony jegomość, wpół-leżał sobie na kanapie w samych spodniach od dresu! Mało tego. Rosemary leżała za dużej bluzie i ... Czekaj, wróć. Ona leżała w samej bluzie! Opierała się o jego nagą klatkę piersiową z nikłym uśmiechem. Mruknąłem cicho pod nosem i rozejrzałem się, chcąc ocenić tragedię sytuacji. Pusta miska leżała na stole, a wraz z nią dwie butelki po winie i dwa kubki; na fotelu obok kanapy leżała czerwona koszulka i czarne spodnio-coś. To się chyba nazywa legginsy, czy jakoś tak, nie wiem. Gdybym był dziewczyną - wiedziałbym. Sorry, nie jestem. Telewizor nadal był włączony, a na ekranie ukazała się dziewczyna chodząca po ogrodzie z wielką łopatą. "Jezu, jaki idiota! Kto normalny przychodzi do dziewczyny z takim beznadziejnym filmem!?", pomyślełem. "Tak, bo ty przecież jesteś idealny."-odezwało się moje drugie ja. Prychnąłem cicho i wyłączyłem telewizor. Chłopak podniósł się gwałtownie, prawie zrzucając Rose z kanapy. Mruknąłem pod nosem ciche 'idiota' i czekałem na rozwój wydarzeń. Brunet rozejrzał się gorączkowo i z przerażeniem spojrzał na dziewczynę. Ta z kolei spała w najlepsze, jakby nie czując wstrząśnięcia. Mruknęła coś pod nosem i przekręciła się na drugi bok, odsłaniając przy tym kawałek czerwonych majtek. "Jeju, jaka ona urocza. I, cholera jasna, seksowna." Zaśmiałem się z własnej głupoty, czym zwróciłem uwagę "idioty". Spojrzał na mnie zdziwiony, ale się nie odezwał. Może się zdziwił, że w domu jego prawdopodobnej dziewczyny jest jakiś chłopak? Może, nie wiem. Spojrzałem w jego brązowe tęczówki i już chciałem się odezwać, ale on szybko podniósł się z kanapy, wziął Rose na ręce i po prosty zniknął na schodach.
-Już cię nie lubię, koleś - szepnąłem i ruszyłem do swojego tymczasowego lokum.

Następnego ranka zeszedłem na dół w spodniach od piżamy i powlekając nogami wszedłem do kuchni.
-Bleee - mimowolnie wyrwało się z moich ust, gdy zobaczyłem najpiękniejszą dziewczynę na świecie stojącą przy kuchence, uśmiechniętą od ucha do ucha. Sam widok Rosemary byłby czymś niesamowitym, bo stała w kusych spodenkach, różowych, w pionowe paski, i w uroczej bluzce z wielkim hipopotamem. Ale sytuacja jest inna, gdy tuż za wymarzoną dziewczyną stoi chłopak w samych gaciach i szczelnie przylega do jej ciała. Gdybym to był JA, to byłoby fajnie, ale niestety to nie ta bajka. Chłopak najwyraźniej nie usłyszał mojego jęku i kontynuował dźganie Pięknej Istoty Ludzkiej jakimś dziwnym narzędziem kuchennym. Skrzywiłem się i odsunąłem krzesło, którego inteligenty ja nie uniosłem i w wyniku tarcia o kafelki, wydało z siebie odgłos, jakby ktoś drapał paznokciami po tablicy. Po plecach przeszły mi nieprzyjemne ciarki, a para oderwała się od siebie. Przynajmniej tyle szczęścia w nieszczęściu. Nie, ja nie jestem egoistą. Po prostu nie lubię, gdy ktoś dobitnie uświadamia mi, że nie dostanę czegoś, czego pragnę ponad życie. Zmierzyłem dziewczynę od góry do dołu i w duchu gwizdnąłem z podziwem. Jak to jest możliwe, że ktoś ma takie długie nogi? "Louis, jesteś idiotą." 
-Dzień dobry, Louis - najpiękniejsza dziewczyna na świecie posłała mi najpiękniejszy uśmiech jaki w życiu widziałem! Oh, jestem w niebie. - Jak się masz? - Wydaje mi się, czy ona na prawdę się mną interesuje!? O Boże! Jeśli można być bardziej w niebie, niż w niebie, to najprawdopodobniej tam jestem. I chyba wariuję.
-Dzień ... dobry - wyjąkałem i usiadłem, nadal nie spuszczając wzroku z pięknych turkusowych tęczówek. Czy ja jestem nie normalny? Czy mam obsesję? Odpowiedź na pierwsze pytanie: tak; na drugie: nie, jeszcze nie. JESZCZE!? - Ja, um... Boli mnie trochę głowa. Harry namówił mnie wczoraj na wypad do baru, co nie było dobrym pomysłem. - Jak to, do cholery ciężkiej, możliwe, że udało mi się wypowiedzieć AŻ tyle i tak składnie!?
-Jesteś głodny? Właśnie robimy śniadanie. - I nagle cały świat legł w gruzach. "Robimy"? Jakie 'my'? Ty stoisz i pichcisz, a ON się bezczelnie do ciebie klei, no.
-Chyba podziękuje.
-A właśnie! - machnęła drewnianą łopatką z entuzjazmem i odwróciła się do drugiego chłopaka. - Brian, to Louis. On i reszta będą mieszkać z nami, dopóki ich dom nie będzie wyremontowany. Lou - zwróciła się do mnie "To Brian, mój chłopak." - to Brian, mój przyjaciel.
No mówiłem! Ugh, nienawidzę go! Chwila, przyjaciel!?
-Przyjaciel? - zrobiłem dziwną minę.
-No, przyjaciel. Znamy się od dziecka. - Posłała mi krótki uśmiech.
Czyli jednak nic nie jest stracone. Uśmiechnąłem się jak debil i jestem pewien, że wyglądałem jak pedofil w sklepie z zabawkami. Podszedłem bliżej chłopaka i wyciągnąłem dłoń - Louis.
-Brian. - Uścisnął ją lekko. Czuję, że się dogadamy.

~*~


Bry i przepraszam.
Ugh, nienawidzę siebie za to, że kazałam wam tak długo czekać. Zamiast spiąć dupę i napisać rozdział do końca, ja opierdzielałam się jak należy, i robiłam... w sumie to nic. Mam nadzieję, że mi to jakoś wybaczycie.
Jak widać mamy połowę rozdziału z perspektywy Lou. Tak, przyznaję się bez bicia - jestem idiotką.
Nie mam chyba więcej do dodania, oprócz ponownych PRZEPROSIN oraz tego, że nie sprawdzałam rozdziału (jeszcze), więc raczej pojawią się błędy, za które też przepraszam. 


A właśnie! Chciałabym poinformować, że zakochałam się w tym KLIKNIJ >TU< (Larry), w tym KLIKNIJ  >TU< (Niam), w tym KLIKNIJ >TU< (OFC) i w tym KLIKNIJ >TU<.